Wydanie:
polskienglish
zaloguj się | rejestruj konto

reklama

Wydanie 11 (235)
Listopad 2018
Zagięta strona

Automatyzacja pełną gębą

Tomasz Cudowski

Automatyzacja pełną gębą

Maszyny vendingowe wrosły na stałe w pejzaż naszych miast i biur. Niektórzy mechniczni sprzedawcy są w stanie uratować nas od śmierci z głodu czy pragnienia, inni – zaspokajają nasze nałogi. Bez których automatów nie moglibyśmy się już obyć? Oto subiektywny ranking

Miejsce piąte: papierosy. W Polsce nie kupimy ich w automacie, bo ustawa antynikotynowa jednym zdaniem zlikwidowała tę prężną gałąź przemysłu. Mamy za to – wynalezione w Polsce! – automaty wytwarzające papierosy z gilz i wsypanego do maszyny tytoniu. Maszyna nie sprzedaje papierosów, tylko produkuje je na własny użytek nabywcy, ale zawsze to coś. Jednak statystyczny polski palacz, gdy w środku nocy skończą mu się fajki, jest w stanie przebyć całkiem spore odległości. Z prędkością światła przemieści się na przykład do Austrii, w której automaty do sprzedaży papierosów działają od roku… 1900. Dziś ze współczesnych wersji tych maszyn mogą korzystać wyłącznie pełnoletni Austriacy, a swój wiek potwierdzają, używając karty kredytowej lub prawa jazdy (oba dokumenty z chipem). Można?

Miejsce czwarte: piwo. Ciekawą maszynę odkryłem całkiem niedawno na korytarzu hotelu w – jakżeby inaczej – Monachium. I nie był to barowy nalewak, który wymagał samodzielnej obsługi i barmańskiej wprawy, ale tradycyjna oszklona szafa, w której – w warunkach chłodniczych – na swoich amatorów czekał w butelkach miejscowy lager. Wystarczyło wrzucić monetę i przycisnąć guzik. Asortyment uzupełniały spoczywające tuż obok słone i słodkie przekąski, a także napoje bezalkoholowe, więc operatorowi należy się szacunek za pamiętanie o całej rodzinie. Pomyślał on także o zwrocie butelek, bo obok maszyny stała swojska plastikowa skrzynka na puste flaszki. Hitem targów vendingowych był swego czasu automat sprzedający na takiej samej zasadzie wino – maszyna była wyposażona w skaner dokumentu tożsamości, pełniła także funkcję dystrybutora dla osób, które wcześniej zarejestrowały w systemie kartę prepaid. Z kolei w USA triumfy święciły automatyczne kioski z winem, oprócz skanera dowodów osobistych wyposażone także w systemy rozpoznawania twarzy oraz alkomat. Małolaty, szczególnie te nie do końca trzeźwe, nie miały szans!

Miejsce trzecie: kebab. Pierwszy automat skonstruowali rok temu studenci Politechniki Warszawskiej i na tejże uczelni stanęła pierwsza maszyna. Jej twórcy padli ofiarą sukcesu, bo do maszyny wiła się niekończąca się kolejka, a zawartość automatu trzeba było nieustająco uzupełniać. Nie wiadomo, czy młodzi Einsteini nadal są studentami, ale biznes wymaga poświęceń. Drugi automat Kebs & Go, który działa w przejściu podziemnych pod warszawskim Dworcem Centralnym, cieszy się nieco mniejszym powodzeniem. A niesłusznie, bo przetestowany przez zespół vlogerów kulinarnych zebrał całkiem dobre noty – za łatwość obsługi, właściwą temperaturę produktu i dobry smak uzyskał 7 punktów na 10 możliwych. Na uczelniach krótsze kolejki wiją się zazwyczaj do automatów wydających gorące dania zalewane wrzątkiem, ale długość ogonka jest odwrotnie proporcjonalna do liczby dni, jakie pozostały do wypłaty stypendium.

Miejsce drugie: mleko. Zaczęło się podobno od warszawskiej hipsterki o odchyleniach proekologicznych, dziś mlekomatem może pochwalić się nawet Radom. Swojskie, świeże, czteroprocentowe mleko podobno smakuje „tak jak kiedyś”. Mechaniczne krasule stoją zazwyczaj w sklepach spożywczych (przeważnie w tych z „eko” w nazwie), ale gwiazdą branży został rolnik spod Łodzi, który mlekomat ustawił przy swoim pastwisku, tuż przy gminnej drodze – dzięki temu przed zatankowaniem klienci mogą sobie obejrzeć producentki w pięknych okolicznościach przyrody. I nikt nie kupuje krowy w worku. Ale to wszystko nic, bo przy irlandzkich farmach coraz częściej pojawiają się automaty sprzedające… jaja prosto od kury.

Miejsce pierwsze: książki. Głód czytania bywa silniejszy od tego nikotynowego, więc wymyślono coś także dla książkoholików – w połowie XX wieku w Wielkiej Brytanii i USA pojawiły się książkomaty. A już po ponad pół wieku maszyny sprzedające książki stanęły na kilku polskich dworcach kolejowych. Co prawda tylko na miesiąc i z ograniczoną ofertą – jedną, za to premierową książką Haruki Murakamiego – ale nie od dziś wiadomo, że czytelnicy tego autora wymagają specjalnego podejścia ze strony terapeutów uzależnień.

I to tyle. Oczywiście miejsca w rankingu można dowolnie zmieniać, stosownie do nałogu, który aktualnie nad nami panuje. ν

Newsletter
Jeśli chcesz mieć więcej informacji tego typu, zapisz się na newsletter


reklama
Dodatki specjalne
reklama

konferencje

Newsletter
Otrzymuj najnowsze informacje ze świata nieruchomości e-mailem
reklama

reklama
O nas Kontakt Polityka prywatności Archiwum Newsletter
Copyright 2017 EuroCEE. All rights reserved.