EN

Bezsilność GPW

Raport giełdowy
WIG-Budownictwo od początku roku stracił ponad 20 proc., co oznacza dwukrotnie większy spadek niż w przypadku indeksu WIG. Światowe rynki ogarnęły złe nastroje wywołane napiętą sytuacją polityczną w Europie, gdzie ponownie stawiane są pytania o przyszłość Unii Europejskiej

Dwa lata po decyzji Brytyjczyków w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej nastroje na giełdach determinowane są przez niepokoje polityczne na Starym Kontynencie. Tym razem punktem zapalnym są Włochy rządzone przez skrajnie populistyczne partie, które – delikatnie mówiąc – niechętne są wspólnocie. Z drugiej strony coraz bardziej materializuje się wizja dwóch unii, bo wiele wskazuje na to, że strefa euro zacieśni współpracę, będzie miała własny budżet itp. To oznacza, że inwestorzy jeszcze mocniej będą różnicować w decyzjach inwestycyjnych kraje z euro oraz pozostałe kraje, w tym Polskę. Ale wcześniej scenariuszem brexitowym mogą podążyć Włochy – kraj niezwykle ważny (czwarta gospodarka Europy pod względem wielkości) i jeszcze bardziej zintegrowany z Europą niż Wielka Brytania. Prawdopodobna debata na temat wyjścia Włoch z Unii Europejskiej lub strefy euro sprowadziłaby załamanie na giełdach, czego przedsmak mieliśmy na rynku obligacji, gdzie inwestorzy przestali cenić papiery włoskiego rządu, co spowodowało z kolei osłabienie euro. Teoretycznie słabsze euro powinno pomóc eksporterom ze Starego Kontynentu, ale ogólna niepewność nie skłania do inwestowania, niezależnie od tego, czy w grę wchodzą nakłady przedsiębiorców czy zakupy na rynku kapitałowym. Tym bardziej, że bank centralny strefy euro sygnalizuje koniec pompowania pieniędzy na rynek, co było jednym z czynników wzrostów cen akcji. Taka komunikacja ze strony Europejskiego Banku Centralnego przyczyniła się do przeceny na rynkach wschodzących od Brazylii po Polskę, bo nadwyżki kapitałowe były lokowane w akcjach rynków wschodzących. Stopy procentowe będą rosnąć także w USA, gdzie sytuacja gospodarcza jest nadal bardzo dobra (wzrost blisko 3 proc.) i to także działa na niekorzyść inwestycji w akcje. Czerwiec był już dla amerykańskich giełd gorszy niż maj. Tym bardziej, że wojna handlowa między dwoma potęgami gospodarczymi – USA i Chinami – weszła w kolejną fazę, czyli następne towary z Chin – m.in. produkty wysokich technologii – zostały obłożone amerykańskimi cłami. Inwestorzy źle odebrali fiasko szczytu G7, gdzie nieukrywane tarcia między Unią Europejską i USA nie zwiastują rozwiązania problemu wojny cenowej, a utrzymywanie napiętych stosunków handlowych między największymi ośrodkami gospodarczymi świata nie pozwala na snucie optymistycznych prognoz. Nic więc dziwnego, że w takim otoczeniu polska giełda radzi sobie słabiutko. Mało kto pamięta, że jeszcze kilka miesięcy temu WIG20 był na poziomie 2600 pkt, podczas gdy w połowie roku odbija się od poziomu 2200 pkt. Wszystko to dzieje się przy bardzo dobrych fundamentach makroekonomicznych – ponad 5-procentowe tempo wzrostu PKB jest na tyle wysokie, że giną głosy ekonomistów wskazujących na wypalanie się paliwa wzrostu w Polsce i ostrzegających, że spadek dynamiki jest nieunikniony (rosnące zapasy, spadek eksportu). Nadal jednak nie jest to jedyna przyczyna spadków w Polsce – wielu inwestorów z zagranicy uważa, że są inne, bardziej atrakcyjne rynki wschodzące. Nasz rynek giełdowy jest marginalizowany przez władze (manipulowanie przy OFE powoduje, że np. z giełdy w Warszawie OFE „wycofywały” od początku roku średnio około 520 mln zł miesięcznie, co w skali roku oznacza kwotę ponad 6 mld zł). Start nowego pomysłu na oszczędzanie na emeryturę na rynku kapitałowym znów został przesunięty, i to na rok 2020. Zaklęcia mówiące o niskiej wycenie polskich spółek czy nawet sektorów, choć to twarde policzalne dane, nie są w stanie zmienić nastawienia do polskiej giełdy. Tym bardziej mizernie wygląda sytuacja sektorów branżowych – WIG-Bud stracił 10 proc. w ciągu ostatnich pięciu tygodni, powiększając stratę do ponad 22 proc., licząc od początku roku. Od szczytu z kwietnia 2017 roku spadek wyniósł już 40 proc. Spółki nie mają problemu z liczbą kontraktów, ale z ich jakością – szybko rosnące koszty materiałów i pracy utrudniają osiąganie wysokiej rentowności. Tymczasem w przypadku głównego klienta – państwa polskiego – nie ma mowy o renegocjacji kontraktów. Brakuje także pracowników. Nic więc dziwnego, że niektórzy giganci, tacy jak taniejący Budimex, nie chcą budować więcej dróg za publiczne pieniądze, bo przecież od kłopotów spółek budowlanych sprzed roku 2012 upłynęło mało czasu i inwestorzy mają tamte przypadki w pamięci. W ostatnich tygodniach warto wyróżnić kurs Mostostalu Zabrze, który pokazał dobre wyniki i informację o planowanych realizacjach kontraktów. W porównaniu z budowlanką znacznie lepiej wypada deweloperka, której indeks okazał się najbardziej odporny na spadki szerokiego rynku (spadek o zaledwie 4 proc. od początku roku). W maju i czerwcu na tle dość stabilnie zachowujących się kursów deweloperów warto wyróżnić papiery Polnordu (spółka poprawiła wyniki w pierwszym kwartale), który może być przedmiotem transakcji przejęcia. Rozdrobniony akcjonariat plus duży bank ziemi, wiele rozpoczętych inwestycji w połączeniu z atrakcyjnością segmentu deweloperskiego na giełdzie sprawiają, że spółka może poszukiwać inwestora strategicznego. (Mir)

Odporni sąsiedzi

Węgierski BUX stracił w ciągu czterech tygodni blisko 3 proc. i po raz kolejny okazał się bardziej odporny niż polski WIG. Od początku roku BUX spadł o ponad 10 proc., a praski PX 50 zaledwie o 2 proc. Gorsze natomiast dla czeskiej giełdy były ostatnie tygodnie – od 20 maja indeks praskiej giełdy spadł o 3,5 proc.

Wydanie 7 (232) lipiec 2018

Więcej w tym wydaniu arrow_forward

Kategorie