EN

Urywek z życia zawodowego milenialsa

Zagięta strona
Siedzę przy biurku i nerwowo zerkam na zegarek. Dzwonek. Biegnę się przywitać. Już prawie mówię: „Dzień dobry. Zapraszam. Kawa czy herbata?”, a tu zawód. To kurier, a nie wyczekiwany kandydat do pracy

Widziałam niedawno dokument o jednej z największych południowokoreańskich firm, która w swoim biurowcu ma nie tylko standardowe rozwiązania: pokoje relaksu, masażu, siłownię i w pełni wyposażone łazienki, kilka różnego typu restauracji i kantyn, ale także supermarket i pokoje z kapsułami do spania. Przyznacie, że naprawdę się postarali! Jak zaznaczał dyrektor tej firmy, jego pracownicy nie muszą wychodzić z pracy i są z tego powodu bardzo zadowoleni i wdzięczni, gdyż dzięki temu się nie spóźniają, co jest w tej kulturze bardzo surowo traktowane. Tam rzeczywiście jest dla kogo tworzyć takie miejsca. Ludzie ustawiają się w kolejce, żeby tylko korzystać z tych dobrodziejstw, dając swojej firmie w zamian dozgonną wdzięczność i oddanie. Słowo „dozgonna” należy tu zresztą rozumieć jak najbardziej dosłownie. Patrzyłam na to z lekkim niedowierzaniem. Lojalność wobec firmy to jedno, ale bez przesady. Wszystko z nimi w porządku?

A teraz siedzę przy biurku i czytam setną z rzędu informację o tym, jak projektować biura dla nowego pokolenia pracowników – młodych, wkraczających dopiero na rynek pracy przedstawicieli pokolenia Z – i popadam w głęboką zadumę. Otóż, należy zadbać o każdy element, który mógłby przedstawicieli ostatniej litery alfabetu zachęcić do jakościowej pracy i wspomóc ich w codziennym trudzie i znoju obowiązków zawodowych. Należy również usunąć potencjalne bariery mogące rozpraszać i czynić pracę nazbyt przykrą. Najlepiej byłoby, gdyby młody pracownik czuł się komfortowo i był w pełni zadowolony z przyjemnego środowiska pracy. Postulaty godne pochwały. Tylko czy zetki potrafią to docenić? Szukamy do redakcji dziennikarza, który zasili nasze szeregi i będzie korzystał ze wszystkich plusów tego fachu, a jest ich niemało. Nie zdradzę chyba tajemnicy i nie narażę mojego pracodawcy na kary związane z RODO, jeśli powiem, że zgłaszają się głównie osoby młode albo bardzo młode reprezentujące najnowsze generacje pracowników. I jestem nieco zażenowana. Na trzy umówione spotkania rekrutacyjne odbywa się jedno, bo wybrani kandydaci nie przyszli i nie uprzedzili nas o tym. Dzwonię zatem do pierwszej osoby, z którą mieliśmy się spotkać o 10.30 i słyszę: „od rana miałam zły dzień i postanowiłam nie przychodzić”. A dlaczego Pani nas o tym postanowieniu nie poinformowała? – pytam. „Zapomniałam” – słyszę w odpowiedzi. Druga rozmowa: „przejrzałam Państwa portal i jednak nie jestem zainteresowana pracą w redakcji sportowej. Nie znam się na sportach drużynowych”. Konsternacja. Biegnę czym prędzej do komputera, sprawdzam stronę główną, a nuż ktoś z redakcji napisał, co sądzi o polskich piłkarzach... Ale nie. Nuda. Same nieruchomości. Takie sytuacje powtarzają się jeszcze kilkakrotnie. I po kolejnym rozczarowaniu przypominam sobie ten film o koreańskiej firmie i myślę: a niechby trafił się ktoś taki jak ci młodzi, ambitni, wspaniali ludzie… Zadaję sobie pytanie: „co się dzieje?” Czytam potem, że młodzi ludzie to szczególne pokolenie pracowników. To z pewnością, sama się o tym przekonałam. Mają bardzo wysokie oczekiwania, ale są niecierpliwi, pobieżni i mało lojalni. Natomiast trzeba im przyznać, że w większości znają języki i są elastyczni. A do naszego zespołu świetnie pasowałby ktoś taki i pewnie dobrze by się u nas czuł, gdyby tylko zechciał przyjść na umówioną wcześniej rozmowę. Czytam też, że są wyzwaniem dla pracodawcy – trudno się z tym nie zgodzić.

A potem przypominam sobie, jak szłam na rozmowę rekrutacyjną w mojej pierwszej pracy. Jak się denerwowałam, zastanawiałam, czy jestem wystarczająco dobra, czy firma skorzysta z mojej wiedzy, czy się tam przydam i pomogę. A później wreszcie wymarzona posada, starania i dbanie o podnoszenie umiejętności, żeby dać z siebie jeszcze więcej. To też ważne cechy i potrzebne w tym całym szaleństwie. Ech, co z tym etosem pracy nie tak u młodych? A może po prostu taki milenials jak ja to już przeżytek i dinozaur.

Wydanie 7 (232) lipiec 2018

Więcej w tym wydaniu arrow_forward

Kategorie