EN

„Biec” nie znaczy „gonić”

Small talk
Strategia „build & hold” w gorszych czasach to olbrzymi atut. Proszę popatrzeć na rynek transakcji – fundusze odwołały lub wstrzymały wiele zakupów w oczekiwaniu na rozwój sytuacji, w związku z tym niektórzy deweloperzy budujący na sprzedaż mają duży problem z finalizacją transakcji – mówi Radosław T. Krochta, prezes zarządu MLP Group.

Tomasz Cudowski: Podsumowując pierwsze półrocze MLP, mówił Pan, że prowadziliście „business as usual”. Nie wierzę, że było aż tak bezstresowo…

Radosław T. Krochta: Muszę jednak Pana rozczarować: rzeczywiście pierwsza połowa roku przeszła u nas bez większych zakłóceń. Jedyny problem, na jaki natknęliśmy się na początku pandemii, to niewielkie opóźnienia w procesie finansowania czy w organach administracyjnych – było to oczywiście trochę uciążliwe, ale na szczęście nie miało żadnego wpływu na nasze inwestycje. Świat co prawda na chwilę się zatrzymał, ale ja byłem w biurze codziennie. Jedyne zmiany, jakie u nas zaszły, to płyn do dezynfekcji, maseczki i rękawiczki, które pojawiły się na recepcji, oraz nieznacznie mniejsza liczba pracowników, ponieważ część osób pracowała zdalnie. Zatem nic spektakularnego się nie działo.

Żadnych opóźnień w płatnościach czynszów?

Żadnych. Mamy ponad 250 najemców, wszyscy płacą terminowo. Nie mieliśmy też żadnych kłopotów z organizacją pracy wewnątrz firmy ani z operacjami w magazynach. Gdy objeżdżałem nasze obiekty, wszędzie widziałem normalny ruch i kolejki TIR-ów z towarem do rozładowania – to był wtedy bardzo pozytywny widok. Kierowców, zwłaszcza tych na wakacjach, te kawalkady ciężarówek pewnie nieszczególnie cieszyły, ale mnie zdecydowanie tak, bo to znaczy, że gospodarka odzyskuje siły.

Czy Wasza strategia „build & hold” sprawdza się w gorszych czasach?

Zdecydowanie tak, to olbrzymi atut. Proszę popatrzeć na rynek transakcji, który przeżywa spore turbulencje. Fundusze odwołały lub wstrzymały wiele zakupów w oczekiwaniu na rozwój sytuacji, w związku z tym niektórzy deweloperzy budujący na sprzedaż mają duży problem z finalizacją transakcji. Zauważalna jest również większa ostrożność deweloperów przy zakupie ziemi – kilka działek w naprawdę atrakcyjnych lokalizacjach udało nam się zarezerwować w głównej mierze dlatego, że konkurencja zrezygnowała, ewidentnie z powodu mniejszego budżetu lub po prostu z braku zasobów finansowych, żeby je kupić.

A propos gruntów: kupiliście dwie nowe działki – w Łodzi i Wrocławiu, finalizujecie nabycie gruntów w Wiedniu, Gelsenkirchen i Kolonii. Duży rozmach.

Owszem, z rynkami niemieckim i austriackim wiążemy naprawdę duże nadzieje. Niemcy znacznie szybciej podnieśli się po lockdownie – pomoc państwa była tam ogromna, szybko rozpoczęli nowe inwestycje, czego w Polsce jeszcze niestety nie widać – są co prawda klienci, którzy rozbudowują swoje zaplecze magazynowe, część najemców myśli o relokacji, ale nowych inwestycji jest w Polsce niewiele. Widzimy, że po odmrożeniu gospodarki szybko ruszyła konsumpcja, ale teraz, patrząc na dane statystyczne, dostrzegamy, że trochę „uszła z niej para”, co niechybnie przełoży się na wskaźniki ekonomiczne i szybkość powrotu do gospodarczej normalności. Niemcy i Austria to trochę inny rynek, zauważamy tam dużą chęć inwestowania w nowe projekty, co wynika z faktu, że duża część niemieckiego PKB jest oparta na eksporcie, dużym odbiorcą są rynki azjatyckie, a tam – jak wiemy – sytuacja postcovidowa wygląda najlepiej.

Rozmawiamy w połowie sierpnia. Czy zdążył już Pan w tym roku wyjechać na urlop?

Co do wakacji to wyznaję zasadę Sławka Muturiego – nie rozumie on Polaków wyjeżdżających do ciepłych krajów w czasie, gdy w Polsce też jest ciepło, są świeże owoce i piękna pogoda. Dlatego co roku z niecierpliwością czekam na październik czy listopad, gdy w naszym kraju robi się paskudnie, a wręcz przygnębiająco, wówczas często uciekam na Maltę i Lazurowe Wybrzeże – do Cannes i Monako. W tym roku planowałem skorzystać z jachtu kolegi i popływać po Morzu Śródziemnym w rejonie Malty i Sycylii. To moja ulubiona część Europy, którą odwiedzam dość często. To właśnie tu tak naprawdę potrafię odpocząć i w pełni się zrelaksować. A zimą zawsze staram się pojechać do krajów arabskich.

Wolny czas spędza Pan podobno biegając, bije Pan kolejne „życiówki”?

W żadnym razie! Biegam już od kilku dobrych lat, ale tylko i wyłącznie dla przyjemności, co drugi dzień pokonuję ok. 10-15 kilometrów. Nie ścigam się z nikim, nie mierzę sobie czasu, nie startuję w maratonach. Dla mnie bieganie to czysta przyjemność. Wychodząc wieczorem pobiegać, staram się zapomnieć chociaż na chwilę o codziennych problemach, ale muszę przyznać, że właśnie w tym czasie przychodzą mi do głowy najlepsze rozwiązania czy pomysły.

Wydanie 9 (251) wrzesień 2020

Więcej w tym wydaniu arrow_forward

Kategorie