EN

Dom wreszcie Zielony

Small talk
Certyfikat Zielony Dom jest prosty i przejrzysty – to w gruncie rzeczy checklista, na której odhacza się spełnienie konkretnych wymagań. I wielu deweloperów już o tę listę poprosiło – mówi Dorota Bartosz, ekspert Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC (Polish Green Building Council).

Tomasz Cudowski, Eurobuild CEE: PLGBC ogłosiło właśnie oficjalne uruchomienie nowego systemu certyfikującego, dedykowanego budynkom mieszkalnym. Po co branży kolejny certyfikat?

Dorota Bartosz, Polskie Stowarzyszenie Budownictwa Ekologicznego: Międzynarodowe certyfikacje środowiskowe budynków bardzo dobrze funkcjonują w Polsce, jednak głównie w sektorze budynków komercyjnych. W bazie budynków certyfikowanych prowadzonej przez PLGBC zarejestrowanych jest ponad 1000 budynków komercyjnych i tylko 43 mieszkalne. Wynika to bezpośrednio z wymagań firm wynajmujących powierzchnie biurowe, dla których uzyskanie certyfikatu w ramach CSR stanowi element strategii osiągania przewagi konkurencyjnej. Niemałą rolę odgrywają tutaj koszty – certyfikacja dla deweloperów mieszkaniowych, zwłaszcza średnich i małych, jest po prostu za droga i zbyt skomplikowana, stąd BREEAM czy LEED cieszą się w tym sektorze umiarkowanym powodzeniem.

Skąd pewność, że deweloperzy mieszkaniowi będą chcieli korzystać z certyfikowania w Zielonym Domu?

Ponieważ sygnały o braku łatwo dostępnego narzędzia oceny budynków dochodziły właśnie od nich, a najczęściej od tych deweloperów, którzy już dzisiaj wyróżniają się budownictwem odpowiedzialnym środowiskowo. Dla części inwestorów ważne jest, aby było to narzędzie polskie. Unijny program Smarter, który realizuje PLGBC, idealnie nadawał się do zbudowania pierwszego polskiego certyfikatu dla budynków mieszkalnych. Zielony Dom jest prosty i przejrzysty – to w gruncie rzeczy checklista, na której odhacza się spełnienie konkretnych wymagań. I wielu deweloperów już o tę listę poprosiło – na razie chcą sprawdzić, czy są w stanie spełnić te wymagania. Warto też wspomnieć, że obecna wersja certyfikatu ma charakter pilotażowy, częściowo otwarty, więc będziemy ją testować na pierwszych obiektach i udoskonalać.

Na jakich kwestiach skupia się Zielony Dom?

Certyfikacja obejmuje sześć różnych obszarów, ale elementem dominującym są rozwiązania wpływające na oszczędzanie energii – mają aż 26 proc. udziału w całym procesie. Punktacją motywujemy do realizacji budynków zeroenergetycznych, ale spełnienie tylko tego kryterium nie zapewni certyfikatu. Pozostałe obszary, które oceniają zarządzanie inwestycją budowlaną, miejsce i lokalizację, materiały budowlane, zdrowie i komfort użytkowników oraz gospodarowanie wodą, są równie istotne i każdy z nich to kilkanaście procent oceny.

No to teraz bardzo ważne pytanie: ile kosztuje certyfikacja w Zielonym Domu?

Koszt jest uzależniony od rodzaju i skali inwestycji, więc przytoczę dwa przykłady: w przypadku inwestycji składającej się ze 150 mieszkań koszt certyfikatu przypadający na jedno mieszkanie to 150 zł. Natomiast deweloper budujący osiedle 30 budynków jednorodzinnych lub szeregowych powinien się liczyć z kosztem 400 zł za jeden domek.

Czy certyfikat obejmuje także rozwiązania sprzyjające dobrostanowi mieszkańców? Kontrolujecie przecież budynki w stanie deweloperskim.

Zgadza się, ale wiele aspektów możemy ocenić już na tym etapie. Oceniamy zastosowane rozwiązania pozwalające na indywidulaną regulację temperatury powietrza w poszczególnych pomieszczeniach, zapewnienie odpowiedniego strumienia powietrza wentylacyjnego oraz jego jakość, a także nagradzamy wysokie parametry akustyczne pomieszczeń. Oceniamy wykorzystany potencjał bioróżnorodności w inwestycji – czy deweloper korzystał z pomocy ekologa lub przyrodnika, który zaprojektował gatunki roślinności rodzimej i odpornej na suszę oraz wysoką zieleń.

Z Zielonym Domem jest zsynchronizowana akcja o nazwie Zielona Hipoteka. Czy banki godzą się na oferowanie deweloperom i nabywcom mieszkań jeszcze bardziej korzystnych warunków kredytowania?

Jak najbardziej. Obecnie finalizujemy umowę z pierwszym bankiem, który przystąpił do programu, więc jeszcze nie podam szczegółów, ale widać zainteresowanie ze strony kolejnych instytucji. Istotne jest to, że oferowane dotychczas kredyty ze słowem „eko” w nazwie były udzielane niemal wyłącznie na podstawie świadectwa charakterystyki energetycznej budynku, natomiast ocena w ramach Zielonego Domu ma znacznie szerszy zakres, co sprzyja środowisku naturalnemu. Trzeba od razu zastrzec, że obniżki kosztów kredytowania nie będą spektakularne, szczególnie na tle wysokości obecnych stóp procentowych i warunków kredytowania. Ale certyfikowany budynek to także niższe koszty eksploatacji i napraw. Budujący jest dla mnie przykład programu Mój Prąd – stosunkowo niewysokie dofinansowanie instalacji fotowoltaicznych wywołało ogromne zainteresowanie fotowoltaiką w Polsce. Liczę na to, że z Zielonym Domem będzie podobnie.

A jak wygląda Pani prywatny dom? Jest „zielony”?

Jeszcze nie, ale będzie. Marzę o domu samowystarczalnym energetycznie w zielonym otoczeniu. Mam energooszczędny w zielonym zaułku i staram się stopniowo go w tym kierunku przekształcać. W przyszłym roku planuję instalację fotowoltaiczną, później może pompę ciepła. Ale mogę się pochwalić, że wybudowałam niedawno „zielony” dom – dla jeży. Mieszkam na granicy terenów zielonych i tam go ustawiłam razem z tabliczką o treści: „Nie zaglądaj, nie dokarmiaj, nie przeszkadzaj”. Może jakiś jeżyk skorzysta z gościnności.

Wydanie 11 (253) listopad 2020

Więcej w tym wydaniu arrow_forward

Kategorie