Wzrost sprzedaży i wyraźne ograniczenie podaży
JLL Polska
W I kwartale 2026 roku polski rynek mieszkaniowy zanotował wyraźny wzrost sprzedaży. Na siedmiu największych rynkach sprzedano łącznie 12,9 tys. mieszkań (wzrost o 11,1 proc. kdk i 35,2 proc. rdr). Warto podkreślić, że wzrost miał miejsce mimo długiej przerwy urlopowej w styczniu i lutym, a dodatkowo w ostatnich tygodniach marca na nastroje nabywców wpływała wojna w Zatoce Perskiej. Największy wzrost sprzedaży kwartał do kwartału zanotowano w Katowicach (+51 proc.), co przekłada się jednak tylko na ok. 170 transakcji więcej. W Warszawie oraz Łodzi sprzedaż wzrosła odpowiednio o 16,7 proc. oraz 17,5 proc. kdk, a kolejny wzrost popytu zauważalny był także w Krakowie i Poznaniu. Przewagę sprzedaży nad nową podażą obserwowano w sześciu z siedmiu metropolii – wyjątkiem jest Kraków, gdzie wprowadzono na rynek o 13 proc. więcej mieszkań niż w poprzednim kwartale.
Łącznie do sprzedaży wprowadzono 10,3 tys. nowych mieszkań, czyli aż o 27 proc. mniej niż w czwartym kwartale poprzedniego roku. Stabilizacja podaży widoczna jest głównie we Wrocławiu i Poznaniu, natomiast w pozostałych miastach (poza Krakowem) zanotowano wyraźne wyhamowanie tej aktywności, co jest typowe dla początku roku.
W efekcie, oferta mieszkań do kupienia nieznacznie spadła w większości miast (lub pozostała bez zmian). Na koniec marca wynosiła na siedmiu największych rynkach ok. 69 tys. mieszkań – poziom bliski historycznym rekordom. Oferta ta obejmuje również lokale zarezerwowane, ale niesprzedane, których na koniec pierwszego kwartału było łącznie ok 6,4 tys.
Zróżnicowana dynamika cen w poszczególnych miastach
W I kwartale odnotowano dalsze zróżnicowanie zarówno w dynamice cen, jak i w relacji popytu i podaży pomiędzy poszczególnymi miastami. Średnia cena mieszkań będących w ofercie na koniec marca była pod wpływem nowych, często droższych inwestycji – zwłaszcza w Warszawie, gdzie wzrosła o 6,2 proc. kdk do poziomu 19 900 zł/m². Podobny wzrost zanotowano w Poznaniu (+2,4 proc. kdk do 14 100 zł/mkw.), natomiast w pozostałych miastach zmiana nie przekroczyła 0,6%. W skali roku wzrosty średniej ceny oferty przewyższające inflację widoczne są tylko w Warszawie i Poznaniu, natomiast wyraźny spadek wystąpił we Wrocławiu.
Miasta różnicują się także coraz bardziej pod względem relacji popytu i podaży. Warszawa weszła w fazę przewagi popytu i lekkiego niedoboru mieszkań. Trójmiasto pozostaje rynkiem bliskim równowagi a Wrocław dynamicznie zbliża się do tego poziomu. Natomiast w Krakowie i Poznaniu podaż wciąż przekracza popyt, choć różnica ta wyraźnie się zmniejsza. Najdłuższy teoretyczny czas wyprzedaży oferty notowany jest w Łodzi (ponad 2 lata) oraz Katowicach (powyżej 3 lat).
Scenariusz dla rynku deweloperskiego
Patrząc na wyniki sprzedażowe, ale i liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w I kwartale warto pamiętać o tym, że wyniki te ukazują rezultaty różnych decyzji podejmowanych wcześniej w różnych terminach. W przypadku rejestracji statystyk sprzedaży, opartych nie o rezerwacje, lecz umowy deweloperskie, decyzje nabywców zapadły w większości co najmniej kilka tygodni wcześniej. W uproszczeniu, możemy powiedzieć, że statystyki sprzedaży w marcu w większości odzwierciedlają decyzje z lutego, czasami stycznia, a czasami pierwszych dni marca.
Podobny jak w przypadku sprzedaży jest schemat decyzyjny dotyczący wprowadzania do oferty nowych inwestycji. Z reguły przygotowanie i decyzja o wprowadzeniu do sprzedaży ma kilka etapów, które zajmują miesiące, ale ostateczne pojawienie się przeważającej liczby nowych ofert w marcu było w większości przypadków efektem decyzji z lutego i najdalej początku marca. Jest to w przypadku tego kwartału istotne o tyle, że na początku marca można jeszcze było mieć nadzieję, że ta kolejna wojna w Zatoce potrwa, tak jak poprzednia, kilka tygodni i nie będzie miała istotnego wpływu na polską gospodarkę, inflację i rynek mieszkaniowy.
Dziś, wiemy już, że tak się nie stało. Ta wojna trwa dłużej i przyniosła już szereg następstw, których znaczenie wykracza daleko poza impuls proinflacyjny. Nie wiemy, kiedy i z jakimi skutkami się ona zakończy. Prawdopodobnie przyniesie nie tylko wzrost kosztów paliw i cen szeregu surowców płynących zwykle do Europy z tego regionu. Koszty transportu z regionu mogą stać się trwale wyższe, bo ryzyko kolejnej blokady będzie musiało zostać trwale wliczone w ceny.
Co to oznacza dla rynku deweloperskiego w polskich metropoliach? Jest niemal pewne, że oprocentowanie kredytów w optymistycznym scenariuszu przez dłuższy okres pozostanie zbliżone do obecnego (o ile nie zacznie rosnąć), a nie będzie nadal spadać, jak można było oczekiwać na początku roku. Wzrosną koszty budowy, zarówno ze względu na koszty energii i paliw do transportu i pracy sprzętu, jak i energochłonnych materiałów. Pojawią się zakłócenia w łańcuchach dostaw, a w efekcie – oby przejściowe - problemy z niektórymi produktami. Paradoksalnie, w pierwszym okresie może to być korzystne z perspektywy deweloperów. Klienci szybko zrozumieją, że gotowe lub prawie gotowe mieszkania to produkt niezagrożony perturbacjami, produkt, który warto teraz kupić, bo cena i termin dostarczenia są znane.
Presja na ceny i ograniczenie nowych projektów
Mniej klarowna będzie sytuacja z noworozpoczynanymi inwestycjami. Firmy budowlane będą musiały zacząć wliczać sobie ryzyko wzrostu cen w finalne koszty, podobnie jak deweloperzy działający w formule samodzielnego zarządzania budową. Dodajmy, że dziś jakiekolwiek prognozy wzrostu tych cen mają bardzo kruche i niepewne podstawy. Ceny nowowprowadzanych na rynek mieszkań muszą więc wzrosnąć, a ich liczba zapewne zacznie maleć.
W przypadku Warszawy oznaczać to będzie dość szybkie zmniejszanie się oferty i wejście w okres niedoboru podaży, w innych miastach – szybsze lub wolniejsze pozbywanie się nadwyżki podażowej. Im bliżej równowagi będzie dany rynek, tym szybciej zaczną drożeć lokale gotowe, w miarę jak zacznie ich ubywać. Kiedy tak się stanie, sprzedaż może jeszcze przyspieszyć, bo część potencjalnych nabywców oczekiwała dalszego spadku stóp i cen, a do zwykłych nabywców dołączą ryzykanci, chcący zarobić na spekulacji.
Z drugiej strony, w dłuższej perspektywie możemy obserwować dużą ostrożność we wprowadzaniu nowych inwestycji u graczy średniej wielkości i zmienną politykę w największych firmach giełdowych, które zwykle wykorzystują podobne kryzysy do zwiększenia udziału w kurczącym się rynku.
Po raz kolejny polski rynek mieszkaniowy staje się polem gry, którym trzęsą siły i zjawiska nie mające z tym rynkiem nic wspólnego. Rynek, na którym jeszcze kilka tygodni temu przeważała nadzieja i optymizm, staje się rynkiem pełnym niepewności i lęków, a to nie jest na dłuższą metę dobre ani dla kupujących, ani dla sprzedających.
Wzrost sprzedaży i wyraźne ograniczenie podaży
Wzrost sprzedaży i wyraźne ograniczenie podaży
W I kwartale 2026 roku polski rynek mieszkaniowy zanotował wyraźny wzrost sprzedaży. Na siedmiu największych rynkach sprzedano łącznie 12,9 tys. mieszkań (wzrost o 11,1 proc. kdk i ...
JLL Polska
Czynsz to nie wszystko. Jak policzyć realny koszt najmu magazynu?
Czynsz to nie wszystko. Jak policzyć realny koszt najmu magazynu?
Wybór nowego magazynu to znacznie więcej niż porównanie stawek czynszu w kilku czy kilkunastu obiektach. Przy rosnących kosztach energii i zróżnicowanych standardach technicznych r ...
Newmark Polska
Dominuje zainteresowanie aktywami warszawskimi
Dominuje zainteresowanie aktywami warszawskimi
Tegoroczny MIPIM potwierdził rosnące zainteresowanie polskim rynkiem biurowym ze strony inwestorów, między innymi z regionu CEE, Francji czy Skandynawii. Podczas licznych spotkań p ...
JLL Polska