EN

Na fali i z wiatrem

Small talk
Wielka radość była już na początku stycznia, gdy dostaliśmy wiadomość o nominowaniu Monopolis do nagrody MIPIM. Później nadeszło pandemiczne ochłodzenie i przeniesienie marcowej gali z Cannes na wrzesień do Paryża. Ale informacja o wygranej to było już prawdziwe szaleństwo i wielka duma – mówi Krzysztof Witkowski, prezes zarządu Virako

Tomasz Cudowski: Jak pracownicy i partnerzy Virako przyjęli wiadomość o nagrodzie MIPIM dla Monopolis?

Krzysztof Witkowski: Trzeba zacząć od tego, że te emocje były bardzo rozciągnięte w czasie i rozłożone na etapy. Wielka radość była już na początku stycznia, gdy dostaliśmy wiadomość o nominowaniu Monopolis do konkursu w kategorii: „Najlepszy Projekt typu Mixed-Use”. Później nadeszło pandemiczne ochłodzenie i przeniesienie marcowej gali z Cannes na wrzesień do Paryża. Ale informacja o wygranej to było już prawdziwe szaleństwo i wielka duma. Duma tym większa, że byliśmy pierwszą w historii nagrodzoną na targach MIPIM spółką ze 100-procentowym kapitałem polskim, a na dodatek obiekt zaprojektowała polska pracownia architektoniczna – Grupa 5 Architekci. Wcześniej w tym konkursie nagrodzono już co prawda dwie inwestycje z Polski, ale zostały one zrealizowane przez międzynarodowe korporacje przy współpracy dużych, międzynarodowych pracowni architektonicznych. To oczywiście w niczym nie umniejsza wspaniałości tych projektów, ale podkreśla wagę sukcesu osiągniętego przez rodzinną firmę z Łodzi. To ukoronowanie pracy całego zespołu Virako.

W finale Monopolis miało trzech światowej klasy konkurentów. Który z nich zrobił na Panu największe wrażenie?

Poza nami do finału weszły trzy nowe projekty: z Singapuru, Montrealu i Bangkoku, i właśnie ten ostatni, wieżowiec MahaNakhon, zrobił na mnie największe wrażenie – to niezwykłe osiągnięcie nie tylko od strony konstrukcyjnej, ale i wizualnej: bryła budynku wygląda tak, jakby wokół niej wirowały piksele. Ale cieszę się, że ostatecznie wygrał projekt rewitalizowany i duch Łodzi.

Czy ten duch wspiera Was w trudnych czasach pandemii? Co jest dla Virako największym wyzwaniem w tym czasie?

Duch jest nam raczej łaskawy, budowa Monopolis odbywa się zgodnie z harmonogramem, bez większych turbulencji. W czasie wiosennego lockdownu podpisaliśmy umowę na wynajem blisko 1,4 tys. mkw. powierzchni biurowej z firmą ABB. Natomiast z pandemią walczymy, wspierając solidarnie naszych najemców z branży gastronomicznej, których lockdown dotknął najbardziej. Zamawiamy u nich posiłki na wynos, które później są dostarczane personelowi medycznemu łódzkich szpitali. W ten sposób nie tylko pomagamy naszym najemcom, ale i tym dzielnym ludziom na pierwszej linii walki z koronawirusem. To już druga odsłona akcji, pierwszą przeprowadziliśmy podczas wiosennej fali pandemii.

Wiosenny lockdown nie przeszkodził Wam wynająć w 100 proc. biura pierwszego biurowca Monopolis – zajmą go firmy Clariant, Digital New Agency i ABB. Czy powstający drugi etap cieszy się podobnym zainteresowaniem potencjalnych najemców?

Zdecydowanie tak, w sprawie drugiego budynku toczą się zaawansowane rozmowy – to mogę zdradzić – z trzema chętnymi firmami. Pandemia spowolniła niektóre procesy w tym względzie, część nawet zatrzymała, ale spora część toczy się wcześniej ustalonym tempem.

Rok temu zdradził Pan Eurobuildowi w wywiadzie, że Virako planuje wyjść poza Łódź. Czy pandemia nie pokrzyżowała tych planów?

Przyznaję, że trochę tak. Zdecydowaliśmy, że na razie finalizujemy Monopolis i zostajemy w Łodzi. Ale planów ekspansji nie porzucamy – obserwujemy, jak zachowuje się gospodarka w Polsce i na świecie, będziemy działać stosownie do sytuacji.

Jakie, Pańskim zdaniem, będą skutki pandemii dla łódzkich inwestycji i całego rynku nieruchomości w Polsce?

Łódź jest dość płytkim rynkiem, a to zaleta w trudnych czasach. Powstają tu relatywnie nieduże powierzchnie, które szybko się wynajmują. Nawet jeśli w efekcie kryzysu poziom pustostanów sięgnie kilkunastu procent, to w ciągu roku czy dwóch lat popyt z pewnością je wchłonie i w perspektywie długofalowej sytuacja wróci szybko do normy. Jeśli chodzi o tendencje ogólnorynkowe, to mam wrażenie, że praca zdalna, którą wszyscy zachwycali się na początku pandemii, na dłuższą metę nie będzie tak powszechna jak dziś, a jeśli z nami zostanie, to jako element systemu hybrydowego. Zdalne zarządzanie wieloma procesami jest bardzo trudne, a czasem niemożliwe. Spójrzmy choćby na problem rekrutacji pracowników – sam nabór jeszcze jakoś można przeprowadzić, ale zdalne wdrażanie nowo zatrudnionych jest po prostu niewykonalne. Widać już także coraz wyraźniej, że pracownicy tęsknią za kontaktami bezpośrednimi – burzami mózgów, spotkaniami z klientami, czy choćby pogawędkami przy kawie w czasie przerwy.

A jak Pan spędza przerwy w pracy? Czy w tym roku znalazł Pan czas na urlop?

Lato z zasady spędzam w Polsce, m.in. na Mazurach, także w tym roku udało mi się tam odpocząć. Czasem jednak, głównie zimą, uciekam do ciepłych krajów, m.in. żeby pożeglować. Od kilku lat jako członek Jacht Clubu Sopot biorę udział w regatach odbywających się w różnych częściach świata. Zazwyczaj są to wyścigi łączące amatorów i zawodowców, np. Volvo Ocean Race na siedemdziesięciostopowych łódkach. W tym roku klubowa załoga zajęła drugie miejsce w Rolex Middle Sea Race 2020, ale mamy też na koncie rekord świata monokadłubowców w rejsie wokół Tortolli w regatach BVI Regatta 2019.

Wydanie 12 (254) grudzień 2020

Więcej w tym wydaniu arrow_forward

Kategorie