Po latach, w których transakcje zamykało się szybciej niż budżet marketingowy w okresie przedsprzedaży, rynek wrócił do podstaw: cash flow, lokalizacja, jakość najemcy, długość umowy, koszty finansowania. Znowu liczy się matematyka. A to wbrew pozorom dobra wiadomość.
W 2025 roku wartość transakcji inwestycyjnych w Polsce zbliżyła się do 4 mld euro. To nie są rekordy z czasów ultrataniego pieniądza, ale to też nie jest zapaść. To raczej poziom, który pokazuje, że kapitał wrócił – ale już niebezwarunkowo. Dziś inwestor nie kupuje „Polski jako historii wzrostu”. Kupuje konkretny budynek z konkretnym profilem ryzyka.
Najbardziej widać to w sektorze biurowym. Jeszcze kilka lat temu dyskusja dotyczyła głównie tego, ile nowych metrów kwadratowych zostanie dostarczonych i czy Warszawa dogoni kolejne zachodnie stolice. Dziś pytanie brzmi: które budynki faktycznie obronią czynsze i utrzymają najemców w świecie pracy hybrydowej? Rynek biurowy