EN

Nie gęsi

Zagięta strona
„Nazwa naszej firmy nie odmienia się”, słyszymy w słuchawkach redakcyjnych telefonów częściej niż „Miłego dnia”. Otóż tak, odmienia się. Sorry, taki mamy język

Deklinacja okazuje się być największym, i chyba jedynym, problemem w prowadzeniu biznesu w tym kraju. Skala problemu nas przeraża, a zaciekłość walki ze strasznymi skutkami deklinacji i zasadami języka urzędowego – oszołamia. Co ciekawe, będąc medium obejmującym zasięgiem nie tylko Polskę, ale i kilka innych krajów, jakoś zasady innych języków daliśmy radę zastosować. W Rosji – o zgrozo! – przyjęto jakieś „inne literki”. I okazało się, że nazwa firmy czy marki w innym języku, zapisana znakami innego alfabetu, i to jeszcze w transkrypcji. Równie źle jest u kolegów Bałtów. Nie dość, że zapisują fonetycznie, dodają dziwne końcówki, to jeszcze mają dziwne literki. Džordžas Busžas nie wysłał za to na Litwę USAF-u. (Tak, skrótowce też się odmienia w języku polskim). Widocznie frustrację nabytą w innych krajach regionu firmy muszą odreagować w Polsce. I tutaj pytanie, dlaczego u nas? Bo można? To znaczy, że albo ktoś pozwala, albo nikt nie pilnuje. Skoro nikt nie pilnuje, a reszty to nie obchodzi, firmy wzięły sprawy w swoje ręce. Jaka jest ich motywacja, nadal nie wiem. W czym jest lepsze słowo „Fanta” od jego dopełniacza, nie mam pojęcia. Bo jeśli chodzi tylko o SEO, to naprawdę słabo... Wracając do tematu, taka firma X przychodzi do Polski, gdzie obowiązuje język polski, którego zasady mówią, że w języku polskim odmienia się (prawie) wszystko. A wyjątków jest tak mało, że można je wymienić na jednym wydechu palacza. Mało tego, wyjątki prędzej czy później i tak stają się odmienne, co słychać w radiu (sic!). Firma zagraniczna wymyśla sobie jednak, że ich nazwa się nie odmienia. Nie wiadomo, czy myśli, że – a co tam, a nóż widelec – z nimi się uda, czy dział marketingu głęboko wierzy, że są ponad zasadami języka urzędowego, ale to już nieistotne w tym momencie. I wtedy biedni, niedouczeni dziennikarze, znający przeterminowane zasady języka polskiego rodem ze szkół piszą sobie po polsku, odmieniają wg nauczonych zasad, bez chwili refleksji. Publikują oczekiwany przez cały rynek tekst i co? I okazuje się, że źle! Że jednak nie pojęli, że deklinacja jest passé. (Dobrze, dodajmy, że nie tyczy się to wszystkich redakcji, bo jak wiemy, walka z deklinacją jest dla niektórych tzw. mediów po prostu bardzo opłacalna. Pecunia non olet). Bo się okazuje, że wyraz zakończony literą „a” odmienny nie jest. Dlaczego? „Bo się nie odmienia”. Bo w kraju pochodzenia firmy się on nie odmienia (bo język jest nieodmienny). Tak mówi PR. Jak mówimy, że „w języku polskim praktycznie wszystko się odmienia”, słyszymy – „ale to brzydko wygląda” Wtedy zaczynają się negocjacje i czego się dowiadujemy? Że ten miejscownik to jeszcze jakoś wygląda, ale dopełniacz to już przesada. Ale maile błagalne od PR-u w sprawie wywiadu z prezesem zawierają już wersję nazwiska pochodzącego z innego przecież, nieodmiennego języka, odmienioną. Hmm… Co do odmiany. Powiedzmy, że wyrazy zakończone literą „a” są proste w odmianie, choć nieakceptowalne. Ale wydaje się, że zbrodnią wobec inwestorów na polskim rynku nieruchomości – firm, które w końcu dają pracę Polakom – jest zapis w SJP, że skróty i skrótowce też się odmieniają. Albo że odmienia się wyrazy zakończone na „o”. Obstawiam, że tu już poziom zdziwienia sięgnął zenitu. No i może czytelników zdziwić też fakt, że wyrazy obce zakończone na „x” też się odmienia. I to jest faktycznie nieprzyjemna sytuacja, ponieważ to „x” zanika zaraz po mianowniku i nazwa nijak nie przypomina tej właściwej. Rozumiem, że równie ciężko znieść prawdę, że istnieją apostrofy i wyrazy na pierwszy rzut oka nieodmienne jednak się odmieniają. Ale chyba nawet przedstawiciele marketingu i PR-u naszych ulubionych firm przyznają, że to bardzo dobrze, że zainwestowali kiedyś w „Polska”, że wszyscy pamiętają, że pierwsze telefony miało się w „Idea”, że jadło się wtedy na „Duralex”, chodziło do „Pewex”, że słuchało się „radio”, czytało „Fredro”, podziwiało „Matejko”, kupowało w „Cepelia”, jeździło „Fiat”, a pieniądze odkładało w „SKOK”… A jaki model „Nokia” mieliście? A teraz jaki model „iPhone” macie? O WIELKICH literach i przecinkach w następnym odcinku.

Wydanie 11 (225) listopad 2017

Więcej w tym wydaniu arrow_forward

Kategorie