EN

Bohaterowie pierwszej linii

Temat numeru
COVID-19 pozamykał w Europie setki placów budów, jednak wykonawcom w Polsce udało się tego uniknąć, a harmonogramy inwestycji nie uległy poważniejszym zmianom. Obroniony został – to nie przesada – cały rynek inwestycji nad Wisłą

Wykonawcy w Polsce mieli z pewnością więcej czasu na przygotowanie się do działania w warunkach ekstremalnych, pomogły im także mniej restrykcyjne przepisy niż w krajach Europy Zachodniej. Te przewagi zostały dobrze wykorzystane.

Nadciąga noc komety

Jakie były pierwsze reakcje, gdy okazało się, że koronawirus jest realnym zagrożeniem także dla naszego regionu? Wykonawcy, z którymi rozmawiał Eurobuild, mówili w tej kwestii jednym głosem – trzeba było „uciekać do przodu”.

– Wygląda na to, że wyprzedziliśmy działania rządu. O tym, że sytuacja jest poważna, przekonaliśmy się już pod koniec lutego, gdy docierające do nas informacje z innych krajów Europy, zaczęły być niepokojące. Wysłaliśmy wówczas do pracowników komunikat, aby zachowali ostrożność i szybko opracowaliśmy instrukcję, mówiącą jak unikać potencjalnych zakażeń. W tamtym momencie w Polsce jeszcze nie mieliśmy chorych, ale podjęliśmy decyzję, że wszyscy pracownicy Warbudu, którzy wracają z zagranicznych urlopów (a właśnie kończyły się ferie zimowe), powinni pójść na dwutygodniową, domową kwarantannę, nim powrócą do pracy. To była nasza inicjatywa. Później, gdy zamknięto szkoły, stosowaliśmy się już do rozporządzeń rządu i GIS – mówi Monika Buraś, dyrektor kontroli zarządzania, członek zarządu Warbudu odpowiedzialna także za działania anty-Covid w firmie.

Mamy w Polsce blisko 40 placów budów i na żadnym z nich nie zatrzymaliśmy prac w związku z Covid-19 – informuje Monika Buraś z Warbudu

W lepszej sytuacji były międzynarodowe firmy budowlane, które mogły korzystać z doświadczeń kolegów z innych krajów. W firmie Skanska Central Europe już na przełomie lutego i marca powołano zespół koordynacyjny, w którym pracowali przedstawiciele grupy zarządzającej oraz zespołów zrównoważonego rozwoju, prawa, HR oraz komunikacji.

– Początkowo, gdy epidemia jeszcze do Polski nie dotarła, zespół spotykał się wirtualnie raz w tygodniu, potem już codziennie, a jeszcze później – znów raz na tydzień. Także prezesi z poszczególnych spółek wchodzących w skład Grupy Skanska na świecie odbywali regularne spotkania – wylicza Kamil Simka, wiceprezes wykonawczy, Budownictwo Inżynieryjne, firma Skanska. – Wymianę informacji umożliwiał nam także wewnętrzny portal, na którym zostały zgromadzone wszystkie materiały potrzebne do zarządzenia sytuacją na projektach i w biurach, w tym plakaty, instrukcje czy rekomendacje. Były tam publikowane aktualności ze wszystkich krajów, w których działa Skanska. Za pośrednictwem tego serwisu odbywała się także wymiana dobrych praktyk – np. z USA i Wielkiej Brytanii zaczerpnęliśmy praktyki związane z wdrożeniem social distancing, a z Czech – pomysł produkcji własnego płynu do dezynfekcji – wspomina Kamil Simka.

Także w spółce Kajima Poland nowa sytuacja wymusiła częstszą komunikację z centralą światową – Kajima Corporation – oraz bezpośrednią firmą macierzystą, Kajima Europe Limited.

– Na cotygodniowych spotkaniach online wspólnie analizowaliśmy nową sytuację, omawialiśmy procedury bezpieczeństwa i dzieliliśmy się pomysłami, jak zabezpieczyć się przed zagrożeniami, np. przerwami w dostawach materiałów budowlanych czy ewentualnym wstrzymaniem zamówień ze strony naszych klientów – wylicza Maciej Runkiewicz, prezes Kajima Poland.

W miarę zbliżania się epidemii do granic Polski, goręcej robiło się nie tylko w biurach, ale również na placach budowy.

– Przyspieszyliśmy prace budowlane, by – w razie utraty pracowników lub podwykonawców – nie było opóźnień lub były one minimalne. Na tyle, na ile pozwoliła nam pogoda, szereg robót wyprowadziliśmy z zamkniętych pomieszczeń na zewnątrz. Zrobiliśmy również zapasy najbardziej krytycznych materiałów budowlanych – wylicza Maciej Runkiewicz z Kajimy. – Realnym zagrożeniem było też (i nadal jest) zakłócenie dostaw materiałów budowlanych – jesteśmy przecież zależni od stałej produkcji i płynnych dostaw prefabrykatów betonowych, płyt elewacyjnych, konstrukcji stalowej, a także całych systemów dachowych, dokowych oraz instalacyjnych. Przerwy w dostawach przyczyniłyby się do opóźnienia robót budowlanych, a tymczasem na wydłużenie harmonogramów realizacji nasi klienci się nie godzili. Oczywiście zawsze można szukać nowych źródeł zaopatrzenia lub nowych rozwiązań, ale zwykle oznacza to większe koszty realizacji projektu – wskazuje Maciej Runkiewicz,

Z problemem dostaw zmierzyła się też CFE Polska.

– Mieliśmy krótki zastój związany z dostawami materiałów od niektórych dostawców, ale szybko pozyskaliśmy je z innych źródeł. Na szczęście na rynku nie ma w tym względzie braków, więc nasze zapasy nie były ani przez chwilę zagrożone – przekonuje Przemysław Bożek, kierownik projektu w CFE. – Odczuliśmy wpływ epidemii na nasze projekty, ale nie był on na tyle duży, by zmienić nasze harmonogramy robót – wszystkie budowy idą zgodnie z planem. Najtrudniejsza sytuacja w której się znaleźliśmy? Raczej nie miała związku z kwestiami technicznymi. Powiedziałbym, że najciężej było nam na początku pandemii – najgorsza była niepewność co do przyszłości. Nie jesteśmy specjalistami od epidemii, tylko od budowania, więc trudno było wyważyć ryzyko i podjąć decyzję o kontynuowaniu prac. Ale wprowadziliśmy wszystkie nakazane przez rząd środki bezpieczeństwa, zmieniliśmy także organizację pracy w ten sposób, by dodatkowo zminimalizować ryzyko. Myślę, że także dzięki bezwzględnemu egzekwowaniu nowych regulacji od przez pracowników nie mieliśmy na budowach żadnych sytuacji, które groziłyby opóźnieniami w realizacji kontraktów – zapewnia Przemysław Bożek.

Plac pod specjalnym nadzorem

Wszyscy rozmówcy Eurobuildu podkreślali, że priorytetem podczas pandemii było i jest dla nich zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom.

– Największą zmianą było znaczne ograniczenie wstępu na nasze budowy. Biura budowy są dostępne tylko dla pracowników kluczowych. Wszystkich obowiązuje też pomiar temperatury, częsta dezynfekcja i stosowanie środków ochrony indywidualnej (maseczek i rękawiczek). Spotkania i narady przeniesione zostały do sieci, a niezbędne szkolenia bhp dla grup wykonawców zaczęliśmy prowadzić na zewnątrz – wymienia szef polskiego oddziału Kajimy. – Wynajęliśmy również dodatkowe kontenery-śluzy do odbioru przesyłek. Trzeba było też przeorganizować roboty tak, by umożliwić pracującym na budowie zachowanie odległości pomiędzy stanowiskami pracy. Słowem nasze działy BHP i HR, tworzące nowe procedury i pilnujące ich wdrażania, od marca mają nieustannie pełne ręce roboty. Działania te, poza realną ochroną przed wirusem, wpłynęły też pozytywnie na morale i poczucie bezpieczeństwa pracowników Kajimy i podwykonawców. Pokazały też naszym klientom, że łatwo się nie poddajemy – zapewnia Maciej Runkiewicz. Warbud przeprowadził intensywną kampanię informacyjną wśród pracowników liniowych, w ramach której na budowach pojawiły się plakaty w czterech językach: polskim, angielskim, ukraińskim i rosyjskim. Gdy to było możliwe, użyto uniwersalnego języka piktogramów – powszechnie zrozumiała grafika określała standardy zachowania, rodzaje obostrzeń, a jednocześnie informowała o sposobach unikania zakażenia.

Nasze działania anty-Covid, poza realną ochroną przed wirusem, wpłynęły też pozytywnie na morale pracowników. Pokazały też naszym klientom, że łatwo się nie poddajemy – zapewnia Maciej Runkiewicz z Kajimy

– Dla każdej inwestycji powołaliśmy specjalnych koordynatorów ds. walki z Covid, których zadaniem było wsparcie kierowników budów w zapobieganiu skutkom pandemii. Zmieniliśmy system pracy na taki, który wymuszał większą rotację pracowników i umożliwiał zachowanie bezpiecznych odległości. Zapewniliśmy załogom maseczki i środki dezynfekcyjne, mierzyliśmy temperaturę wszystkim przychodzącym do pracy. Tam, gdzie tylko było to możliwe, uruchomiliśmy dodatkowe wejścia na plac, by zachować dystans przy przemieszczaniu się pracowników – mówi Monika Buraś z Warbudu.

Także Skanska zmieniła diametralnie organizację pracy na budowie. Odprawy z pracownikami oraz przerwy odbywają się z przesunięciem czasowym, dzięki czemu duże grupy osób nie spotykają się ze sobą, a liczbę spotkań wewnętrznych, narad i szkoleń ograniczono do minimum. W pomieszczeniach socjalnych zwiększono dystans między stolikami, a gdzie się dało (i jeśli pozwalały na to warunki pogodowe), od kwietnia przeniesiono na świeże powietrze pracownicze stołówki.

– Oprócz zwiększenia częstotliwości sprzątania oraz standardowych środków zabezpieczających i dezynfekcyjnych na wszystkich projektach zamówiliśmy lampy UV do dezynfekcji na potrzeby pomieszczeń pracowniczych. Menadżerowie projektów mogli też skorzystać z możliwości ozonowania wszędzie tam, gdzie proces budowlany lub organizacyjny na to pozwalał. Dużą pomocą w tym czasie jest centralna dystrybucja bezpośrednio na budowy wszelkich materiałów służących prewencji zarażenia Covid-19, takich jak maseczki, rękawiczki czy środki do dezynfekcji. Zamówione produkty trafiają na wskazany adres budowy, co eliminuje konieczność szukania przez poszczególnych kierowników „na zewnątrz” – opowiada Kamil Simka.

Za zdrowie pracownika

Zapewnienie możliwie pełnych składów pracowników było bólem głowy każdego kierownika budowy od początku epidemii. Sytuację utrudniało zamknięcie granic, które uniemożliwiło powrót do Polski wielu pracownikom ze Wschodu.

– Na początku epidemii na niektórych budowach obsada zmniejszyła się do 30 proc. – przyznaje Przemysław Bożek z CFE.
Z kolei Warbud podaje, że z monitoringu frekwencji wprowadzonego na placach budów wynika, że w czasie największego kryzysu absencja zbliżała się tam do 25 proc. By chronić swój zespół, firma wprowadziła dopłaty do paliwa i parkingów dla pracowników fizycznych – miało to ich zachęcić, by dojeżdżając do pracy w czasie epidemii korzystali z własnych środków transportu, a nie komunikacji zbiorowej, w której ryzyko zarażenia było zdecydowanie wyższe. Zorganizowano także wsparcie psychologiczne dla pracowników, ale Monika Buraś przyznaje, że zainteresowanie nim było niewielkie. Całkiem daleko w trosce o pracowników posunęła się także Skanska – wszystkim pracownikom powyżej 65 roku życia lub cierpiącym na choroby przewlekłe umożliwiono pozostanie w domu z prawem do pełnego wynagrodzenia. Wprowadzono też rekomendację, zgodnie z którą każdy wykazujący objawy infekcji (choćby lekkiego przeziębienia) pracownik proszony był o nieprzychodzenie do pracy.

– Ponadto zastosowaliśmy podejście, które można określić hasłem: „hotel pracowniczy tylko dla naszych pracowników”, czyli w jednym obiekcie noclegowym mogli przebywać tylko pracownicy produkcyjni Skanski. Nie chcieliśmy, aby musieli kontaktować się z osobami spoza firmy, co zwiększyłoby ryzyko zarażenia – wylicza Kamil Simka.

Realizacja takiego założenia nie była łatwa pod względem logistycznym – wymagała przenoszenia pracowników pomiędzy hotelami pracowniczymi, a czasem rezygnacji z usług obiektu.

Suchą nogą

Duzi wykonawcy niechętnie mówią o finansowym aspekcie pandemii i kłopotach z płynnością finansową, w jakie lockdown je wpędził. Zapewniają, że jeśli nawet takie problemy się pojawiły, to dotknęły wyłącznie mniejsze firmy pełniące rolę podwykonawców, ale dzięki dobrej współpracy trudności udało się pokonać. Faktem jest, że – mimo trudnej sytuacji – na rynku nie było słychać o fali bankructw firm budowlanych czy spektakularnych zerwaniach kontraktów.

– Wyzwaniem było zapanowanie nad początkową nerwowością, która pojawiła się, gdy odnotowano pierwsze zachorowania w Polsce. Podnosiły się pojedyncze głosy, że powinniśmy zatrzymać budowy, ale przeważył zdrowy rozsądek – dzięki odpowiednim procedurom prace mogły być prowadzone bezpiecznie – mówi Kamil Simka ze Skanski.

Gdy odnotowano pierwsze zachorowania w Polsce podnosiły się pojedyncze głosy, że powinniśmy zatrzymać budowy, ale przeważył zdrowy rozsądek – mówi Kamil Simka ze Skanski

– Gdy ogłoszono lockdown, Warbud był nadal w dobrej sytuacji. Zachowaliśmy nie tylko ciągłość pracy, ale i płynność finansową. Mamy w Polsce blisko 40 placów budów i na żadnym z nich nie zatrzymaliśmy prac w związku z Covid-19. Co więcej, nie odnotowaliśmy do dziś żadnego potwierdzonego przypadku zachorowania wśród naszych pracowników. To potwierdza skuteczność przyjętej strategii i z tego cieszymy się najbardziej – podsumowuje Monika Buraś.

– Wiele z rozwiązań zastosowanych na czas epidemii zamierzamy stosować także w przyszłości. Należą do nich dostępne na co dzień środki ochrony indywidualnej (maseczki, rękawiczki i płyn do dezynfekcji), ponadto będziemy dążyć do tego, aby nasi pracownicy przebywali w kwaterach tylko we własnym gronie i żeby obiekty te zapewniały im odpowiednie środki bezpieczeństwa. Nie wiemy, czy nadejdzie druga fala Covid-19, ale gdyby nadeszła, to wyciągnęliśmy wnioski i jesteśmy przygotowani – zapewnia Kamil Simka.

***

Łukasz Michorowski
partner w dziale audytu Deloitte, ekspert usług doradczych dla sektora budowlanego i nieruchomości

Spokojnie, to tylko spowolnienie

Epidemia Covid-19 zaburzyła ciągłość dostaw określonych materiałów i sprzętu, zwłaszcza jeżeli produkcja odbywała się w krajach, w których wprowadzone zostały dużo większe restrykcje niż w Polsce. Na podstawie informacji opublikowanych przez PZPB (Polski Związek Pracodawców Budownictwa), który przedstawił takie dane na podstawie ankiet otrzymanych od firm członkowskich, kwestie opóźnień zdarzały się incydentalnie i dotyczyły głównie materiałów pochodzących z Chin lub Włoch. Duża część materiałów budowlanych jest pozyskiwana lokalnie, a w przypadku dostaw zagranicznych opóźnienia nie powodowały istotnych zaburzeń w procesie realizacji kontraktów. Z punktu widzenia każdej firmy kluczowym elementem jest zachowanie ciągłości finansowej. Na obecnym etapie epidemii nie zostały wprowadzone ograniczenia, które całkowicie uniemożliwiłby realizację prac budowlanych. Z punktu widzenia zachowania płynności ma to ogromne znaczenie, ponieważ opóźnienia w realizacji przekładają się na opóźnienia w płatnościach od inwestorów, co w krytycznych przypadkach może zachwiać równowagą finansową spółek. Na pewno w lepszej sytuacji znajdują się duże podmioty budowlane, które posiadają zdywersyfikowane portfele kontraktów oraz otwarte linie kredytowe, co w przypadku presji płynnościowej pozwala na dużo bardziej elastyczne zarządzenie własnymi przepływami finansowymi. W trudniejszej sytuacji będą mniejsze firmy, w przypadku których opóźnienie w płatności na kluczowym projekcie może przełożyć się na utratę płynności ze względu na brak dodatkowych źródeł sfinansowania bieżących potrzeb finansowych. Dlatego tak duże znaczenie ma utrzymanie ciągłości robót zwłaszcza dla mniejszych i średnich firm budowlanych. Z punktu widzenia naszego lokalnego rynku budowlanego kluczowe są duże inwestycje publiczne. To one stanowią motor napędzający polski rynek budowlany. Dziś firmy budowlane są w trakcie realizacji kontraktów pozyskanych w latach 2018-2019. Są to z reguły projekty pozyskane z lepszymi marżami, rynek już wtedy uwzględnił w swoich ofertach istotne wzrosty kosztów materiałów oraz robocizny, jakie miały miejsce w latach 2016-2017. Duże firmy budowlane zdołały w ten sposób zbudować portfel kontraktów, który w znacznej mierze zapełnia ich zdolności produkcyjne na lata 2020-2021. Duże znaczenie odgrywają tutaj wielkie inwestycje drogowe oraz kolejowe realizowane w ramach Programu Budowy Dróg Krajowych oraz Krajowego Programu Kolejowego. Oczekiwane spowolnienie gospodarcze spowodowane przez epidemię koronawirusa SARS-CoV-2 wpłynie negatywnie na pozostałe obszary gospodarki i spowoduje zapewne spowolnienie w zakresie pozostałych obszarów rynku budowlanego – inwestycji komercyjnych i mieszkaniowych. Podtrzymanie i realizacja programów inwestycji publicznych będzie mieć ogromne znaczenie zwłaszcza w kontekście całości rynku i negatywnych efektów ekonomicznych dla pozostałych sektorów gospodarki. Dodatkowym wyzwaniem w obecnej rzeczywistości gospodarczej dla wielu firm budowlanych będzie zabezpieczenie zewnętrznych źródeł finansowania oraz limitów gwarancyjnych. Banki i instytucje ubezpieczeniowe zapewne podniosą kryteria oceny ryzyka dla swoich klientów i w przypadku braku spełnienia określonych wymogów może to w istotny sposób wpłynąć na możliwości realizacyjne zwłaszcza mniejszych i średnich podmiotów. Z drugiej strony należy również poszukać pozytywnych aspektów – epidemia motywuje firmy budowlane do szukania nowatorskich rozwiązań, które zwiększą efektywność realizowanych inwestycji. Kluczowe znaczenie ma tu zwłaszcza digitalizacja i automatyzacja procesów budowlanych.

Wydanie 7 (250) lipiec 2020

Wydanie 7 (250) lipiec 2020

Więcej w tym wydaniu arrow_forward

Kategorie