EN

Landlord jak lord

Zagięta strona
Wynajem mieszkania, zwłaszcza w obecnych okolicznościach, nie należy do najłatwiejszych zadań – dużo trudniej jest oglądać lokale i załatwiać formalności, a potem się przeprowadzać. A jeśli dodatkowo zazgrzyta na linii: wynajmujący – najemca, to mamy gotowy scenariusz na thriller

Dziennikarzom i czytelnikom „Eurobuildu” doskonale znana jest branża najmu instytucjonalnego. Na łamach naszej gazety i w portalu systematycznie publikujemy informacje o kolejnych inwestycjach pod szyldem Resi4Rent, opisujemy projekty Golub GetHouse, przyglądamy się też Funduszowi Mieszkań na Wynajem. Jednak wielu Kowalskich nadal nie ufa instytucjom i woli poszukać mieszkania do wynajęcia tradycyjnymi metodami, w efekcie wynajmując od drugiego Kowalskiego. Z czego to wynika? Podejrzewam, że chodzi o kwestie finansowe, ale może także o obawę przed wiązaniem się z dużą siecią, która od początku najmu wydaje się być na uprzywilejowanej pozycji, dysponując żelaznym wzorem umowy i zastępem prawników. Do tego dochodzi zapewne głęboka, jakże polska niechęć do wydawania pieniędzy na pośredników, o czym doskonale wiedzą agenci próbujący wyegzekwować prowizję. Dlatego nadal sami wertujemy ogłoszenia w Internecie, dzwonimy, umawiamy się, oglądamy, negocjujemy i czasem podpisujemy umowę w przeświadczeniu, że zrobiliśmy dobry interes. A potem… jest różnie, zwłaszcza w dzisiejszych, pandemicznych czasach.

Mieszkań do wynajęcia jest obecnie naprawdę dużo, a ceny nieco spadły, wydaje się zatem, że najemca jest na uprzywilejowanej pozycji. Skąd się wziął spadek popytu? Jak wiadomo, liczną grupę najemców stanowią studenci, a ci w większości przypadków nadal studiują zdalnie. Po co więc płacić za wynajem mieszkania, by kilka godzin dziennie spędzać w nim przed ekranem komputera? Równie dobrze można to robić w rodzinnym domu, a mamine obiady też są nie do przecenienia. W mieście uniwersyteckim zostają tylko ci, którzy muszą dodatkowo pracować lub dochowali się już dzieci. Choć w ofertach najmu można przebierać, ze względu na obecne okoliczności oglądanie dziesiątek mieszkań nie jest wskazane. Poszukujący lokalu ograniczają się więc często do tych ofert, które najlepiej rokują. Mimo to – uprzedzam! – niektórzy wynajmujący zaklinają rzeczywistość i nadal organizują castingi na najemcę! Obecnie, przynajmniej dla mnie, jest to nie do przyjęcia także ze względu na ryzyko, jakie niesie przebywanie w większym skupisku ludzi. Tym bardziej, że prośba o założenie maseczki czy pytanie o możliwość zdezynfekowania rąk w oglądanym mieszkaniu nadal potrafi wywołać oburzenie! Ale załóżmy, że udało nam się w miarę bezpiecznie obejrzeć fajne mieszkanie, wynegocjować zadowalające warunki, a nawet podpisać umowę – czy mamy już z górki? Ależ skąd… Zaczynają się kolejne schody. Powszechnie wiadomo (a ja odczułam to niedawno na własnej skórze), że mieszkania kupowane przez drobnych właścicieli na wynajem nie są wykańczane ani wyposażane na najwyższym poziomie. Przeciekająca kabina prysznicowa (z promocji), odchodząca farba z baterii (powystawowej), brak uchwytów w szafkach kuchennych (bo inwestor nie rozliczył się z wykonawcą), psująca się po kilku dniach kuchenka (ewidentnie z tych najtańszych), mikroskopijne szafy (większe są drogie i zagracają małe mieszkanie), brak kanapy (bo „dostawa nawaliła”) – to tylko jedne z wielu przygód, które mnie spotkały na przestrzeni ostatnich lat. Najgorsze jest jednak to, że każde pytanie czy grzeczne zwrócenie uwagi bywa odbierane jak osobista zniewaga i haniebny atak na biznes, więc reakcją jest zdanie – wygłoszone koniecznie obrażonym tonem – „Jak nie pasuje, to do widzenia!”.

Wydawać by się mogło, że takie zachowania odeszły już w przeszłość, a rynek sam się reguluje i pozbywa takich „landlordów”. Nic bardziej mylnego. Rynek może i reaguje szybko na zmiany, ale ludzka mentalność już niekoniecznie. Dlatego, Drodzy Rentierzy, jeśli słyszycie zewsząd, że nadeszły trudne lata, im szybciej w to uwierzycie, tym lepiej dla Was – niełatwo dziś o długoterminowego, wypłacalnego najemcę i nic nie wskazuje na to, by sytuacja w najbliższym czasie miała się jakoś diametralnie zmienić. Ofert na rynku jest mnóstwo, a rynek instytucjonalny rozwija się w tempie astronomicznym, coraz bardziej przekonując do siebie tych nieufnych. Jeżeli więc zależy Wam na tym, by Wasze mieszkania nie stały puste, nie musicie rozwijać przed najemcami czerwonych dywanów, po prostu szanujcie tych, którzy chcą Wam płacić, choć sami niekoniecznie są w różowej sytuacji. No i, do cholery, nie oczekujcie, że drobna kobieta sama wtarga na trzecie piętro kanapę, którą zamówiliście bez opcji wniesienia, bo „tak było taniej”. Taka oszczędność niekoniecznie się opłaca.

Wydanie 12 (254) grudzień 2020

Więcej w tym wydaniu arrow_forward

Kategorie