EN

Niespodziewane zapowiadane

Od redakcji
Czy mieszkaliście Państwo kiedykolwiek blisko placu zabaw? Bo ja tak. Okna mojego niegdysiejszego lokum na parterze wychodziły bezpośrednio na nieduży skwerek zastawiony huśtawkami, karuzelami, ławkami i piaskownicą.

Na szczęście najmłodsze potomstwo chodzi spać wcześnie, więc wieczorami zapadała cisza. Żyliśmy z placem zabaw we względnej symbiozie, dopóki do budynku nie wprowadziła się rodzina z dwiema dziewczynkami. Bliźniaczki o wyglądzie aniołków miały ten przykry zwyczaj, że komunikowały w zasadzie wszystkie swoje stany emocjonalne przeraźliwym rykiem. Nie były to zwykłe dziecięce okrzyki, płacze czy piski, które wypełniają każdą przestrzeń zajmowaną przez maluchy, ale wwiercający się w mózg odgłos przypominający przedśmiertne rzężenie mastodonta, z czasem przechodzący w świdrujący pisk o częstotliwości rozbijającej hartowane szkło. Po raz pierwszy usłyszeliśmy ten piekielny dźwięk, gdy jedliśmy niedzielny obiad. Spetryfikowało nas, a potem rzuciliśmy się do okna, drżącymi palcami wybierając w telefonie numer 112, święcie przekonani, że na placyku zainaugurowała właśnie działalność nowa banda Mansona. Ale naszym rozszerzonym źrenicom ukazały się jednak wyłącznie dwie niebieskookie blondyneczki, beztrosko bujające się na huśtawkach. Te ich wokalne popisy wywoływały jeszcze przez jakiś czas nasze nerwowe podrygi, ale potem przywykliśmy. Nasz instynkt samozachowawczy został tak stępiony, a próg bólu tak obniżony, że jeśli – nie daj Bóg – za oknem wydarzyłaby się prawdziwa tragedia, na pewno nie oderwałaby nas ani na moment od serialu.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że nasuwa się tu pewna analogia z naszym rynkiem, na którym co chwilę ktoś wieszczy kryzys, pęknięcie bańki czy inny dopust boży. Tak się przyzwyczailiśmy do tych proroctw, że jesteśmy na nie uodpornieni i znieczuleni. Ale gdy wreszcie przyjdzie nieszczęście (bo kiedyś przyjdzie), będziemy zaskoczeni. Ale jak to?! Kto by się spodziewał, że Lehmann Brothers są w tak słabej kondycji, niedogotowany nietoperz może być tak zabójczy, albo że te lodowce naprawdę się stopią?

Ale na razie sprawy wyglądają nieźle, przynajmniej na rynku inwestycyjnym. We wrześniowym numerze piszemy o nieustającym (i raczej długotrwałym) boomie w magazynach, który przyciąga kolejnych chętnych do tego tortu, a także o tym, jak stajemy się światową potęgą w dziedzinie centrów danych. Sprawdzamy też, co się dzieje w sektorze co-livingowym, który miał wszelkie cechy kolejnego nieruchomościowego eldorado. Ponadto wspinamy się na dachy biurowców, by skontrolować miejskie pasieki (są w końcu pożyteczne czy nie?!), a potem zaglądamy do biurowych kantyn, którym kolejne lockdowny dały się mocno we znaki. Mamy też relację z lipcowego przejazdu „Garnitury na rowery” – kto nie był, niech przyjedzie za rok!

A jeśli nie będzie czwartej fali – odpukać! – widzimy się wszyscy 30 września na wyczekanej Gali Eurobuild Awards!

Wydanie 9 (261) wrzesień 2021

Więcej w tym wydaniu arrow_forward

Kategorie